Rezerwuj
stolik
Blugrass Blog

„Wino to spotkanie i trzeba sprawić, żeby było przyjemnością dla wszystkich” – wywiad z Marcem Petit, ambasadorem winnicy Château Isolette

„Wino to spotkanie i trzeba sprawić, żeby było przyjemnością dla wszystkich” – wywiad z Marcem Petit, ambasadorem winnicy Château Isolette

JW: Marcu, jak to się stało, że związałeś swoje życie z winem? Czy był jakiś szczególny moment, w którym się wszystko rozpoczęło?

Marc: Przede wszystkim, jestem Francuzem. U nas wino to część kultury. Podczas degustacji zawsze powtarzam, że we Francji nie ma obiadu ani kolacji bez kieliszka wina. To część naszego DNA. To element rodzinnych spotkań, rozmów, codziennej radości życia.

Poza tym urodziłem się w Bergerac, zaledwie trzy kilometry od winnicy Château Belingard, około 80 kilometrów od Bordeaux, w samym sercu Gaskonii – krainy muszkieterów, ale też wielkiej tradycji winiarskiej. Już jako dziecko brałem udział w winobraniu z moim przyjacielem, Laurentem de Bosredon, właścicielem winnicy Château Belingard. To doświadczenie na zawsze mnie ukształtowało. Potem, gdy przyjechałem do Polski, otworzyłem w Sopocie restaurację Cyrano & Roxane. Tam serwowałem wina od niewielkich producentów z południa Francji, ludzi, których znałem osobiście.

JW: Dlaczego właśnie mali, rodzinni winiarze są dla ciebie tak ważni?

Marc: Bo wino jest jak lustro – odbija osobowość winiarza. W winie z małej winnicy czuje się pasję, charakter i wizję człowieka, który je stworzył. To nie jest produkt przemysłowy, tylko opowieść, którą ktoś zapisał w butelce, osobisty przekaz. Dla mnie to było kluczowe: praca z ludźmi z pasją, wnoszący w wino swoją osobowość.

JW: Czy jest region albo szczep, do którego jesteś szczególnie przywiązany?

Marc: Naturalnie Bergerac, bo to moja mała ojczyzna. Jestem też członkiem Bractwa Wina z Cahors tam właśnie narodził się szczep Malbec. Dziś kojarzony jest głównie z Argentyną, ale jego korzenie sięgają południowo-zachodniej Francji. Mam też wielką słabość do win z Doliny Rodanu, pełnych słońca, charakteru, autentyczności. Choć tak naprawdę cenię każde wino, które po prostu dobrze smakuje.

JW: Jak oceniasz podejście do wina w Polsce w porównaniu z Francją?

Marc: Główna różnica to nawyki. We Francji wino jest czymś codziennym – naturalnym dodatkiem do posiłku. W Polsce jest traktowane bardziej odświętnie. Gdy mówię tutaj, że codziennie piję kieliszek wina, niektórzy mogą pomyśleć, że piję za dużo (śmiech). Tymczasem u nas to normalne – pijemy z kulturą, czasem tylko jeden kieliszek, ale dla przyjemności i smaku, a nie po to, żeby się upić. Ważne jest łączenie smaku potraw i wina – tak, by jedno podkreślało drugie. W Polsce nie ma jeszcze odruchu, żeby otworzyć butelkę przy obiedzie. Ale to się zmienia. Widzę, że Polacy coraz chętniej eksperymentują, uczą się łączyć smaki i czerpać z tego radość.

JW: Podczas degustacji i warsztatów często powtarzasz, że najlepsze połączenie wina i potrawy jest jak udane małżeństwo. Jak wygląda taki duet idealny?

Marc: Francuzi nie używają słowa „pairing”, tylko „mariage”. Bo jak w dobrym małżeństwie: obie strony stają się lepsze, kiedy są razem. Tak samo jest z winem i jedzeniem. Jednym z moich ulubionych połączeń jest słodkie wino z pleśniowym serem Roquefort. Kontrast między solą sera a słodyczą wina tworzy niezwykłą harmonię, która długo zostaje na podniebieniu. Ale możliwości połączeń są miliony, wszystko zależy od gustu i otwartości.

JW: Czy w takim razie istnieją błędy w łączeniu wina i potraw?

Marc: Uważam, że nie. Wino jest jak perfumy, każdy musi znaleźć swój zapach, swój smak. Zdarzało mi się spotkać gości, którzy pili słodkie białe wino do steka. To nie jest mój wybór, ale jeśli komuś to daje przyjemność – dlaczego miałbym mówić, że to błąd? Wino ma dawać radość.

JW: Jesteś ambasadorem winnicy Château Isolette. Co to dla ciebie oznacza?

Marc: To możliwość kontynuowania mojej drogi w świecie wina, ale też pewna misja. Chciałbym, żeby Polacy pili wino częściej, dla przyjemności, bo nie ma wielu rzeczy w życiu, które dają tyle radości. Château Isolette to świetne wina w rozsądnych cenach. Pokazuję je na degustacjach, spotykam ludzi, którzy dopiero zaczynają przygodę z winem i to jest cudowne – widzieć uśmiechy, zainteresowanie, radość.

JW: A twoje życie to nie tylko wino. Jesteś też pisarzem.

Marc: Tak, jestem także pisarzem. Wydałem cztery książki: trzy tomy opowiadań i jedną powieść. Pierwsza, „Gaskończyk w kraju Solidarności” (2014), to humorystyczne felietony o różnicach kulturowych między Francją a Polską. W 2018 roku ukazała się „Sopocka Marsylianka”, powieść satyryczna o życiu Francuzów w Polsce, którą prezentowałem na festiwalu Literacki Sopot, gdy Francja była gościem honorowym. W 2020 roku ukazała się książka „Książkożercy gastronomii” (2020), a ostatnio – „Kwiaty słodu. 9 niezwykłych historii o zaletach whisky” (2023). Whisky to moja kolejna pasja, odkryta w Polsce w dość nietypowych okolicznościach, podczas wizyty w szkockiej ambasadzie w Jastrzębiej Górze. Świat whisky i świat wina są sobie bardzo bliskie – w obu chodzi o cierpliwość, smak i emocje.

JW: Jak wygląda Twoja idealna kolacja?

Marc: Wszystko zależy od atmosfery i towarzystwa. Czasem wystarczy kieliszek czerwonego Mistrala z Château Isolette i talerz włoskich czy francuskich wędlin. Innym razem przygotowuję wykwintne przyjęcie: aperitif, przystawki, główne danie, ser, deser i do każdego etapu dobieram inne wino. Ważne, żeby każdy przy stole czuł się dobrze, dlatego pytam gości o preferencje. Wino to spotkanie i trzeba sprawić, żeby było przyjemnością dla wszystkich.

JW: Marcu, gdybyś miał wskazać jedno wino i jedno danie, które opowiadają o Tobie – co byś wybrał?

Marc: Wybrałbym La Bohème z Château Isolette i tradycyjnego „Coq au vin”: koguta w winie.

La Bohème to wino, które ma w sobie wszystko, co kocham: głębię smaku, intensywność, ale też lekkość, która sprawia, że chce się do niego wracać. To wino pełne słońca, charakteru i energii. Jest szczere, nie udaje niczego, ma swój temperament i potrafi zaskoczyć.

Kogut w winie to z kolei klasyk francuskiej kuchni. Danie wymagające czasu, cierpliwości, długiego duszenia, a efekt jest zawsze wart czekania. Kogut potrzebuje wina, by wydobyć z niego to, co najlepsze – jego struktura, smaki i aromaty łączą się w coś wyjątkowego.

Kiedy te dwa elementy się spotykają, powstaje harmonia jak w dobrym związku. Każde z osobna mocne i charakterne, razem tworzą coś nowego, pełniejszego, piękniejszego. Dlatego zawsze żartuję, że to jak Romeo i Julia, tylko z lepszym zakończeniem.

Już wkrótce będzie okazja, by spotkać się ponownie. 26 września 2025 r. Marc poprowadzi Masterclass: Wino i Ser – warsztaty łączenia smaków, podczas których opowie o tajnikach francuskiej kultury wina i zdradzi, jak tworzyć idealne „mariage” między winem a potrawą. Bilety wciąż w sprzedaży.

Pozostałe wpisy